Większość osób chorujących na otyłość czy nadużywających słodyczy doskonale zna całą „teorię” – o kcal, posiłkach, piciu wody itd.
Wystarczy się to tego stosować i będzie ok. Gdybyśmy jedli tylko z powodu głodu, sprawa byłaby prosta: jesteśmy głodni, jemy tyle, żeby się najeść i stop. Nie ma podjadania, zachcianek, comfort – food. Jednak tak się nie dzieje, ponieważ jedząc, zaspokajamy w dużej mierze potrzeby psychologiczne, a nie tylko głód. Jedną z najważniejszych z tych potrzeb jest chęć uspokojenia się, ukojenia, poczucia bezpiecznym. Początek tego bierze się z najwcześniejszych miesięcy naszego życia. Malutkie dziecko najlepiej czuje się bardzo blisko matki, słysząc bicie jej serca, ponieważ do tego przyzwyczaiło się przez okres ciąży i to daje mu poczucie bezpieczeństwa. A jak karmi się dzieci? Mama trzyma je blisko siebie, dziecko czuje jej zapach, bicie serca, czuje się bezpieczne i zadowolone, jednocześnie jedząc. Czy już wiadomo, o co chodzi? Dla wielu osób ten stan ukojenia kojarzy się właśnie z jedzeniem, a jeśli tak tylko mogą go osiągnąć, jedzą więcej i częściej.

